1 grudnia 2010

Pierwszy owoc

Wybierała się do księgarni. Swojej ulubionej, prowadzonej od trzydziestu siedmiu lat przez pewną sympatyczną staruszkę. Przychodziła tam od dziecka, zna każdy zakamarek, wie gdzie znajduje się każda książka. Dlatego, że tu od wielu dekad nic się nie zmienia. Księgarnia powstała wiele lat przed wojną i nie trzeba być niebywale inteligentnym, żeby to dostrzec. W tej dzielnicy zmieniało się wszystko i wciąż się zmienia, ale nie ten lokal. Dlatego tak uwielbiała tu przychodzić. Ma swoje zasady, których nie nagina dla nikogo i dla niczego. Jedną z nich jest lojalność, przywiązanie. Do ludzi, do miejsc, do tradycji. Ma wszystko poukładane, tak jak swoje biurko tak i emocje. Zawsze trzyma je na wodzy. Wiecznie opanowana, większość mężczyzn nie wytrzymuje napięcia a ona pozostaje spokojna. Dziś nie wybierała się tam po kolejną książkę. Dziś idzie tam z pierwszym egzemplarzem swojej książki. Niesie ją dumnie pod pachą, jak talizman. Jak najcenniejszy skarb. Czuła się tak pewnie jak nigdy w życiu. Każdy, kto boi się świata, powinien teraz do niej dołączyć. Przy niej nic nikomu nie grozi. Idąc przez rynek, czuła na sobie wiele spojrzeń. Zazdrosnych kobiet i mężczyzn rozbierających ją w myślach. Uśmiechnęła się do siebie na samą myśl. Wiedziała, że jest górą. Pomyślała o nim. Musiała go okłamać, jeden jedyny raz. Powiedziała, że wybiera się do swojego mieszkania, zabrać kilka ostatnich rzeczy. To miała być niespodzianka. On sprawiał jej niespodzianki na każdym kroku. Wszystkie związane były z jego życiem. Z życiem faceta, którego można smakować jak najwykwintniejszy posiłek. Jego życie jest pełne pasji, jest niezwykłe, lecz się nim nie popisuje. Zamiast tego wręcza je jak prezent, jak niespodziankę. Myślała o nim idąc dumnie z kilkunastomiesięcznym wytworem jej wyobraźni, obserwacji i badań. Chwilę później wręczała swojej starej przyjaciółce pierwszy egzemplarz swojej książki. Jej nazwisko i tytuł. Pod spodem dedykacja. Dla niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz