Szczęśliwe zakończenie to luksus, na jaki może pozwolić sobie fikcja. Na ostatnich stronach jej książki typowy happy end. Niczym z amerykańskiego świata. Zostawiła pierwszy egzemplarz. Miała plan. Telefon. Krótka rozmowa. On przyjeżdża, a na wystawie gruby wolumin jej pierwszej powieści. Lecz nie odbierał. Nie wiedziała, że on też chciał jej zrobić niespodziankę. Od lat nad tym pracował, jeszcze zanim się poznali, ale wiedział, że zrobi to dla niej. Od lat starał się otworzyć lokal. Cudowną kawiarnię w starym amerykańskim stylu, gdzie kelnerki w wytartych fartuchach krzątając się od stolika do stolika, będą polewać znudzonym klientom gęstą czarną kawę,, rozlewając za każdym razem pare kropel na czerwono białą ceratę, a w tle będzie słyszalny brudny rock and roll i kłotnie kucharzy zza blatu oraz dźwięk spadających co rusz naczyń. Skórzane kanapy tuż przy oknach, wielkie witryny. Nazwa? Jej imię. Ona dzwoniła. On wsiadł w samochód. Po czterech sygnałach wciąż bez odzewu. On na skrzyżowaniu. Ona pod kawiarnią. Oboje zniecierpliwieni. On przez korki. Ona, bo nie odbierał. Jej ostatni telefon. A jego? A jego ostatni oddech, ostatnie spojrzenie, ostatnie mrugnięcie, ostatnia próba uśmiechu, ostatnia przelotna myśl o tym, co kocha, o tym co kocha w niej, o jej uśmiechu, sposobie chodzenia, a nawet o tym w jaki sposób trzyma filiżankę kawy, ostatnie wspomnienie, dzień w którym to się wszystko zaczęło. Kawiarnia, Miles Davis, On i Ona, zielone oczy, biała koszula, kasztanowe włosy. Zapach jej włosów, zapach jej skóry, smak jej śliny, dotyk jej smukłych palców, sposób, w jaki oplatała go swoimi nogami. I to, co kochał najbardziej na świecie. Głos. Jej głos kontra Jego ostatni szept. Nieważne, co mówiła, ważne, że mówiła i jak patrzyła. Na Niego. Ostatni uśmiech. Do siebie. Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. On je ma, ale to nic nie zmienia. Ostatni wyczuwalny puls. Ostatnie tchnienie. Czerwony flamaster na kartce kalendarza z dzisiejszą datą. Ostatnie szarpnięcie drzwiami przez wiatr. Dźwięk tłuczonego szkła. Kolizja. Amerykański sen prysł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz