11 grudnia 2010

Ostatni

Szczęśliwe zakończenie to luksus, na jaki może pozwolić sobie fikcja. Na ostatnich stronach jej książki typowy happy end. Niczym z amerykańskiego świata. Zostawiła pierwszy egzemplarz. Miała plan. Telefon. Krótka rozmowa. On przyjeżdża, a na wystawie gruby wolumin jej pierwszej powieści. Lecz nie odbierał. Nie wiedziała, że on też chciał jej zrobić niespodziankę. Od lat nad tym pracował, jeszcze zanim się poznali, ale wiedział, że zrobi to dla niej. Od lat starał się otworzyć lokal. Cudowną kawiarnię w starym amerykańskim stylu, gdzie kelnerki w wytartych fartuchach krzątając się od stolika do stolika, będą polewać znudzonym klientom gęstą czarną kawę,, rozlewając za każdym razem pare kropel na czerwono białą ceratę, a w tle będzie słyszalny brudny rock and roll i kłotnie kucharzy zza blatu oraz dźwięk spadających co rusz naczyń. Skórzane kanapy tuż przy oknach, wielkie witryny. Nazwa? Jej imię. Ona dzwoniła. On wsiadł w samochód. Po czterech sygnałach wciąż bez odzewu. On na skrzyżowaniu. Ona pod kawiarnią. Oboje zniecierpliwieni. On przez korki. Ona, bo nie odbierał. Jej ostatni telefon. A jego? A jego ostatni oddech, ostatnie spojrzenie, ostatnie mrugnięcie, ostatnia próba uśmiechu, ostatnia przelotna myśl o tym, co kocha, o tym co kocha w niej, o jej uśmiechu, sposobie chodzenia, a nawet o tym w jaki sposób trzyma filiżankę kawy, ostatnie wspomnienie, dzień w którym to się wszystko zaczęło. Kawiarnia, Miles Davis, On i Ona, zielone oczy, biała koszula, kasztanowe włosy. Zapach jej włosów, zapach jej skóry, smak jej śliny, dotyk jej smukłych palców, sposób, w jaki oplatała go swoimi nogami. I to, co kochał najbardziej na świecie. Głos. Jej głos kontra Jego ostatni szept. Nieważne, co mówiła, ważne, że mówiła i jak patrzyła. Na Niego. Ostatni uśmiech. Do siebie. Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. On je ma, ale to nic nie zmienia. Ostatni wyczuwalny puls. Ostatnie tchnienie. Czerwony flamaster na kartce kalendarza z dzisiejszą datą. Ostatnie szarpnięcie drzwiami przez wiatr. Dźwięk tłuczonego szkła. Kolizja. Amerykański sen prysł.

1 grudnia 2010

Pierwszy owoc

Wybierała się do księgarni. Swojej ulubionej, prowadzonej od trzydziestu siedmiu lat przez pewną sympatyczną staruszkę. Przychodziła tam od dziecka, zna każdy zakamarek, wie gdzie znajduje się każda książka. Dlatego, że tu od wielu dekad nic się nie zmienia. Księgarnia powstała wiele lat przed wojną i nie trzeba być niebywale inteligentnym, żeby to dostrzec. W tej dzielnicy zmieniało się wszystko i wciąż się zmienia, ale nie ten lokal. Dlatego tak uwielbiała tu przychodzić. Ma swoje zasady, których nie nagina dla nikogo i dla niczego. Jedną z nich jest lojalność, przywiązanie. Do ludzi, do miejsc, do tradycji. Ma wszystko poukładane, tak jak swoje biurko tak i emocje. Zawsze trzyma je na wodzy. Wiecznie opanowana, większość mężczyzn nie wytrzymuje napięcia a ona pozostaje spokojna. Dziś nie wybierała się tam po kolejną książkę. Dziś idzie tam z pierwszym egzemplarzem swojej książki. Niesie ją dumnie pod pachą, jak talizman. Jak najcenniejszy skarb. Czuła się tak pewnie jak nigdy w życiu. Każdy, kto boi się świata, powinien teraz do niej dołączyć. Przy niej nic nikomu nie grozi. Idąc przez rynek, czuła na sobie wiele spojrzeń. Zazdrosnych kobiet i mężczyzn rozbierających ją w myślach. Uśmiechnęła się do siebie na samą myśl. Wiedziała, że jest górą. Pomyślała o nim. Musiała go okłamać, jeden jedyny raz. Powiedziała, że wybiera się do swojego mieszkania, zabrać kilka ostatnich rzeczy. To miała być niespodzianka. On sprawiał jej niespodzianki na każdym kroku. Wszystkie związane były z jego życiem. Z życiem faceta, którego można smakować jak najwykwintniejszy posiłek. Jego życie jest pełne pasji, jest niezwykłe, lecz się nim nie popisuje. Zamiast tego wręcza je jak prezent, jak niespodziankę. Myślała o nim idąc dumnie z kilkunastomiesięcznym wytworem jej wyobraźni, obserwacji i badań. Chwilę później wręczała swojej starej przyjaciółce pierwszy egzemplarz swojej książki. Jej nazwisko i tytuł. Pod spodem dedykacja. Dla niego.