Zmierzaliśmy w stronę mieszkania. Mimo iż zima łypała na nas zza każdego budynku stwierdziliśmy, że nic nam tak dobrze nie zrobi po obiedzie jak spacer drogą wspomnień. Za każdym razem wybieramy inne trasy w miejsca, w które zdarza nam się często uczęszczać. Do domu, do restauracji, do pracy, do parku. Za każdym razem obieramy inną trasę, mówiąc, co nam się kojarzy z daną lokacją z dalekiej przeszłości. Dziś moja kolei. Starałem się ominąć ścisłe centrum, abyśmy mogli w spokoju rozmawiać, wspominać. Przeszliśmy koło nowoczesnego budynku. Sklep muzyczny. Wielki salon dla miłośników wszelakich instrumentów. Największy w mieście. Dawniej było to pierwsze kino. Pamiętam niebywale wygodne krzesełka obite w czerwoną kratę, między którymi lśniły czarne podłokietniki. Bez otworów na napoje. Pierwszy film w moim życiu, obejrzany właśnie w tym kinie. Film animowany. To był czas, kiedy kina były pełne samotnych ludzi. Dalej mieszkanie dziewczyny, dla której w wieku kilkunastu lat byłem w stanie góry przenosić, dziewczyny, która kilka przecznic dalej, w malowniczej herbaciarni w wyjątkowy chłodny sposób oznajmiła mi, że to koniec. Uwielbiałem ją. Uwielbiałem też herbaciarnie. Ale ta była wyjątkowo pechowa dla nastoletniego mnie. Nigdy więcej tam nie zajrzałem, jakbym obawiał się kolejnych rozczarowań. Kolejne lokale. Najlepsza kawa w mieście. Najlepsze ciasto czekoladowe. Najlepsze pierogi. Pierwszy koktajl w barze mlecznym. Jagodowy. Pierwsza butelka taniej nalewki w ciemnym zaułku. Szkoła podstawowa. Godziny spędzone na uganianiu się za piłką. Liceum. Godziny spędzone na uganianiu się za kobietami. Skrzyżowanie, na którym potrącił mnie samochód. Pierwszy raz. Na szczęście jedyny dotychczas. Ja mówiłem, ona trzymając mnie pod rękę, chichotała, zadając co rusz kolejne pytania. Szliśmy tak długo, aż przed nami nie pojawiła się kamienica. Nasza. Mieliśmy tylko siebie i mnóstwo czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz