Kolacja. Klimatyczna knajpka, gdzieś na Starym Mieście w jednej z malowniczych kamienic. Szmer rozmów, zgrzyt sztućców, odgłos stukających kieliszków, co jakiś czas niewinny śmiech kilka stolików obok. Zza lady baru dochodzi nieco stłumiony głos Miles’a Davis'a. Biała koszula, wąskie jeansy wspaniale podkreślające długość i smukłość jej nóg, bladobłękitne trampki. Piękno tkwi w prostocie. Zawsze to powtarzam. Tak naprawdę rozmowa o niczym. Tak naprawdę mało wypowiedzianych słów i wymienionych spojrzeń znad karty dań. Żadnych pytań o zainteresowania, życiowy cel. Czysta kokieteria. Kelner. Zamówienie. Możemy poddać się rozmowie. Nikt nam nie będzie przeszkadzał. Czy nie jest tak, że najwspanialszy jest posiłek w restauracji z nową kobietą? Składasz zamówienie, następnie zaczynasz tę pierwszą rozmowę. Dotąd tylko sobie gawędziliście, nawet przed kolacją. Kilka wymienionych poglądów. Kilka krótkich nic nieznaczących rozmów. Jest w tym tyle klasy i magii jednocześnie, siedzieć z tą nową istotą w twoim życiu w jakiejś miłej restauracji. Sztuka tortur, podobnie jak sztuka uwodzenia, polega na indywidualnym traktowaniu każdej ofiary. Nie wiem czy była piękna. Zielone, lśniące oczy, wysoka, długie nogi, kasztanowe rozpuszczone włosy, jasna cera, usta… cudowne, ale czy była piękna. Nie wiem. Na pewno była to kobieta z tych, na które patrząc, uświadamiasz sobie w ułamku sekundy, że chciałbyś z nią spędzić resztę życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz